Ile kosztuje tłumaczenie?

Nie, w tym tekście nie ma odpowiedzi na to pytanie.

Poniższy tekst jest próbą odpowiedzi na pytanie, jak mają się stawki za tłumaczenia do tzw. średniej krajowej wyliczanej przez GUS. Dlaczego akurat ten wskaźnik? Jest to wskaźnik wyliczany centralnie i mimo ewentualnych zastrzeżeń do metodologii wyliczeń samego wskaźnika oraz sensowności porównania średniej krajowej wyliczanej dla osób zatrudnionych na podstawie umowy o pracę z honorarium tłumaczy prowadzących samodzielną działalność gospodarczą przyjęcie tego wskaźnika za punkt odniesienia gwarantuje obiektywizm założeń, a co za tym idzie pozwala na wyrobienie sobie zdania na temat poziomu stawek za stronę tłumaczenia lub dzień pracy tłumacza ustnego.

Poniższa kalkulacja jest siłą rzeczy uproszczona – nie uwzględnia np. kwoty wolnej od podatku (aktualnie 3091 zł), ewentualnych innych ulg podatkowych czy wspólnego rozliczenia z (nie)pracującym małżonkiem, a w przypadku wyliczeń emerytury i rezerwy emerytalnej nie uwzględnia inflacji, oprocentowania lokat, obligacji czy wzrostu wartości jednostek funduszy inwestycyjnych. Nie uwzględnia ona również sezonowości w branży tłumaczeń (okresy wakacyjne i świąteczne, długie weekendy).

W związku z tym przedstawione wyliczenie ma charakter jedynie orientacyjny i należy je traktować wyłącznie jako punkt wyjścia do indywidualnych przemyśleń i kalkulacji stawek.

Zgodnie z danymi prezentowanymi przez GUS przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wynosiło w 2014 roku 3980,24 zł. Dla pracownika zatrudnionego na podstawie umowy o pracę oznacza to, że co miesiąc na jego rachunek bankowy wpływa 2839 zł netto. W ciągu roku pracownik taki otrzyma 34068 zł.

Zastanówmy się teraz, jakie obroty musi osiągnąć tłumacz prowadzący działalność gospodarczą, aby w ciągu roku do jego budżetu wpłynęła taka właśnie kwota.

Musimy uwzględnić:

Składki ZUS przynajmniej w minimalnej wysokości – efektywne miesięczne obciążenie (po odliczeniu części składek, które odlicza się od podatku) to ok. 708 zł, czyli w ciągu roku 8496 zł.

Bezpośrednie koszty prowadzenia działalności ponoszone niezależnie od obrotów:

– księgowość: ok. 300 zł miesięcznie, co w skali roku – po odliczeniu 18% podatku dochodowego – daje 2916 zł;
– telefon, dostęp do Internetu, komputer, licencje (oprogramowanie biurowe, CAT, oprogramowanie antywirusowe, inne), drukarka, materiały biurowe i eksploatacyjne: ok. 300 zł miesięcznie, co w skali roku – po odliczeniu 18% podatku dochodowego – daje 2916 zł;
– samochód: ok. 1330 zł miesięcznie, co w skali roku – po odliczeniu 18% podatku dochodowego – daje 12928 zł;
– utrzymanie domeny internetowej i usługa hostingowa: ok. 170 zł rocznie, co po odliczeniu 18% podatku dochodowego daje 138 zł (rocznie).

Wniosek pierwszy: w ciągu roku tłumacz musi ponieść efektywnie (po uwzględnieniu odliczenia 18% podatku dochodowego) – niezależnie od obrotów – koszty w wysokości ok. 27393 zł (ok. 2283 zł miesięcznie).

Rezerwa emerytalna

Zgodnie z danymi GUS można przyjąć, że po osiągnięciu 67 roku życia emeryt ma przed sobą statystycznie 13 lat życia.

Gdyby tłumacz przez cały czas prowadzenia działalności płacił minimalne składki ZUS, to – przy dzisiejszej wysokości składek – otrzyma ok. 850 zł emerytury miesięcznie. Przyjmijmy, że do godnego życia emeryt potrzebuje ok. 2000 zł miesięcznie, czyli ok. 1150 zł więcej. W uproszczeniu możemy przyjąć, że w chwili przejścia na emeryturę tłumacz musi dysponować dodatkowym kapitałem w wysokości 179400 zł (1150 zł x 13 lat x 12 miesięcy). Jeśli rozpoczynapracę w wieku 25 lat, to do 67 roku życia ma 42 lata na zgromadzenie tego kapitału, czyli musi odkładać ok. 4271 zł rocznie (ok. 356 zł miesięcznie). Musi to być znowu kwota netto, czyli jeśli dla uproszczenia ponownie odwołamy się do stosunku kwot wynagrodzenia brutto i netto dla pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę (3980 zł brutto daje 2839 zł netto, czyli kwota brutto = 140% kwoty netto), to w przypadku tłumacza oznacza to miesięcznie 356 zł * 140% = 498 zł, a w wymiarze rocznym ok. 5980 zł.

bean counters_Stefani_Flickr

Rezerwa na poczet zatorów płatniczych i należności nieściągalnych w wysokości kosztów bezpośrednich utrzymania i prowadzenia działalności przez 2 miesiące: ok. 4566 zł. Jeśli wszystko układa się dobrze i tłumacz otrzyma wszystkie należności i to w terminie, bez konieczności np. przejściowego finansowania działalności z kredytu obrotowego lub karty kredytowej, można taką rezerwę zaliczyć na poczet rezerwy emerytalnej. Przy takim optymistycznym założeniu wyliczona powyżej kwota rezerwy emerytalnej wyniosłaby efektywnie ok. 1364 zł rocznie.Jeśli przyjmiemy, że tłumacz musiał wykorzystać w ciągu roku 50% tej rezerwy i na poczet rezerwy emerytalnej zaliczymy 50% rezerwy na poczet zatorów płatniczych i należności nieściągalnych, to po rozliczeniu tych kwot na koniec roku rezerwa emerytalna wyniesie efektywnie 3697 zł.

Wniosek drugi: suma kosztów niezależnych od obrotów w wysokości ok. 27393 zł oraz rezerwy emerytalnej w wys. 3697 zł wynosi 31090 zł.

Wróćmy teraz do wynagrodzenia netto otrzymywanego przez osobę zatrudnioną na podstawie umowy o pracę. Jeśli osoba taka otrzymuje rocznie 34068 zł, to przed opodatkowaniem (18% podatku dochodowego) jest to kwota 42059 zł.

Oznacza to, że po uwzględnieniu kosztów tłumaczowi powinno zostać (w skali roku) właśnie 42059 zł przed opodatkowaniem.

Wniosek trzeci: suma kosztów działalności i rezerwy emerytalnej w wys. 31090 zł plus dochód przed opodatkowaniem w wys. 42059 zł daje łącznie kwotę 73150 zł.

Kwota 73150 zł to obroty, które musi osiągnąć rocznie tłumacz, jeśli chce – przy uwzględnieniu powyższych założeń – osiągnąć roczne dochody netto na poziomie średniej krajowej według GUS.

A teraz druga strona medalu, czyli kiedy tłumacz może wypracować takie obroty?

calendar_diary_kalendarz_Stuart Miles_freedigitalphotos.netZ 365 dni w 2015 roku mamy 113 dni świątecznych wolnych od pracy i weekendów. Uwzględnijmy też 20 dni urlopu i 7 dni choroby. Pozostaje nam 225 dni do dyspozycji. Musimy też uwzględnić czas na kursy i samodoskonalenie, w tym również na zdobywanie wiedzy niezwiązanej bezpośrednio z aktualnym zleceniem. Nie jest to założenie fikcyjne – jeśli tłumacz przestaje śledzić wiadomości przynajmniej ze „swojej” dziedziny (to wymóg minimum), to może to oznaczać powolną degradację kompetencji zawodowych tłumacza. Jeśli uwzględnimy, że 10% „czasu roboczego” (225 dni) tłumacz przeznaczy na kursy, samokształcenie lub choćby przegląd zagranicznych serwisów informacyjnych, zostaje mu ok. 202 dni roboczych w ciągu roku.

Wniosek czwarty: na wypracowanie obrotów w wysokości 73150 zł tłumacz ma ok. 202 dni roboczych. 73150 zł : 202 = 362 zł.

Wnioski końcowe

Z powyższego wyliczenia wynika, że statystycznie każdy dzień roboczy tłumacza powinien przynosić obroty w wysokości 362 zł.

Co to oznacza w rzeczywistości?

W „Warunkach wykonywania tłumaczeń pisemnych i zasadach wynagradzania tłumaczy” opublikowanych przez STP znajdujemy zapis, że tłumaczenie w trybie zwykłym to 5 stron à 1600 znaków (ze spacjami) dziennie.

Przy takiej kalkulacji (tłumaczenie 5 stron dziennie) oraz przy założeniu, że tłumacz nie potrzebuje dodatkowych konsultacji z klientem, otrzymalibyśmy stawkę ok. 72 zł za stronę. Jednak czasem konieczne jest np. osobiste spotkanie z klientem w celu poznania sposobu i warunków działania urządzenia, którego dokumentację (techniczną lub marketingową) mamy przetłumaczyć…

W przypadku tłumaczy konferencyjnych wyliczenie takie może i powinno wyglądać trochę inaczej. Przed konferencją tłumacz musi zapoznać się z materiałami (referaty, prezentacje), czasem musi zdobyć znacznie więcej wiedzy ogólnej na temat działalności klienta lub nawet całej branży, żeby lepiej zrozumieć kontekst zagadnień omawianych podczas konferencji. Podczas pracy tłumacz pozostaje w pełni do dyspozycji klienta i np. nie odbiera telefonów oraz nie odpisuje na e-maile od innych klientów, w związku z czym nie może np. potwierdzić kolejnego zlecenia. W ten sposób – czego klienci, a czasem nawet sami tłumacze, nie są świadomi – jeden dzień konferencji oznacza dla tłumacza dwa dni zaangażowania na rzecz tego jednego klienta oraz jeden dzień „przestoju”. Można więc przyjąć, że tłumacz konferencyjny ma wprawdzie do dyspozycji 202 dni robocze w ciągu roku, ale tylko jedna trzecia, czyli ok. 67 dni, to „dni konferencyjne”. W związku z tym można i należy pomnożyć wyliczoną powyżej kwotę 362 zł przez 3. Przy takim wyliczeniu jeden „dzień konferencyjny” powinien przynieść tłumaczowi 1086 zł. Czasem do jednego dnia konferencji tłumacz potrzebuje dwóch dni przygotowań (czasem nawet więcej), czasem konferencja odbywa się w innym mieście i trzeba dodatkowo uwzględnić czas dojazdu, z noclegiem przed konferencją i po konferencji włącznie. W zależności od okoliczności jeden dzień tłumaczenia podczas konferencji może więc oznaczać dla tłumacza nawet 4 dni robocze zaangażowania na rzecz klienta (4 x 362 = 1448 zł). Można więc przyjąć, że uśredniona wycena jednego dnia tłumaczenia („dnia konferencyjnego”) na poziomie 1100-1200 zł nie będzie wyceną zawyżoną.

Punktem wyjścia i odniesienia dla powyższych kalkulacji jest przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw, które oblicza i podaje do publicznej wiadomości Główny Urząd Statystyczny.

Należy jednak pamiętać, że w przypadku tłumaczeń mamy do czynienia z pracą wymagającą wysokich kwalifikacji i często związaną z ogromną odpowiedzialnością i stresem. W przypadku tłumaczeń pisemnych wystarczy sobie uświadomić konsekwencje wynikające z błędnego tłumaczenia instrukcji obsługi lub konserwacji skomplikowanego urządzenia (np. w przypadku aparatury medycznej w grę wchodzi zdrowie i życie ludzkie). Natomiast praca tłumaczy konferencyjnych, np. symultanicznych, jest wymieniana w rankingach najbardziej stresujących zawodów zaraz po pracy kontrolerów ruchu lotniczego.

Stan: sierpień 2015

Powyższa wersja tekstu jest wynikiem dyskusji i konsultacji prowadzonych między innymi na forum grupy „Polscy Tłumacze Konferencyjni”, w których uczestniczyli: Agnieszka Baran, Marcin Behlert, Renata Jachimek, Diana Jankowiak, Anna Kijak, Joanna Kłębicka, Natalia Kreczmar, Weronika Mincer, Karolina Planda, Danuta Przepiórkowska, Joanna Maria Spychała, Ewa Świtlak, Kamila Trajnerowicz, Iwona Wiśniewska, Przemysław Wnuk, Piotr Wójcik, Krzysztof Zabrzeski.
Szczególne podziękowania należą się Beacie Kubas-Łąckiej, za inspirację i pomoc w publikacji.


Źródła wykorzystane przy opracowaniu wyliczeń oraz inne, przydatne do samodzielnych rozważań:

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw (GUS):
http://stat.gov.pl/podstawowe-dane/

Kalkulatory wynagrodzeń:

http://samozatrudnienie.kalkulator-plac.eu/etat-umowa-o-prace-kalkulator-wysokosci-wynagrodzenia
http://www.pensje.net/kalkulator/
http://www.regiopraca.pl/jobs.nsf/kalkulator-wynagrodzen

Samochód:
„Motor” 21/2015, str. 34:
Koszt eksploatacji przez pięć lat lub na dystansie 100000 km dla wybranych samochodów z segmentu B: Seat Leon – 79403 zł, Hyundai i30 – 79590 zł,
VW Golf – 80002 zł, Opel Astra – 80085 zł, Skoda Octavia – 81092 zł,
Peugeot 308 – 81248 zł).

Wpis na blogu z wyszczególnieniem kosztów – wynik końcowy bardzo zbliżony do wartości podanych w „Motorze”: http://jakoszczedzacpieniadze.pl/nowe-auto-z-salonu-calkowity-koszt-eksploatacji

Emerytura:
http://www.rp.pl/temat/851680.html
http://www.mojaemerytura.zus.pl/10.asp?id=3
http://www.mojaemerytura.zus.pl/7.asp?id=3&p=2

Przeciętne trwanie życia (GUS, prognoza ludności Polski na lata 2003-2030):
http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ludnosc/prognoza-ludnosci/prognoza-ludnosci-na-lata-2003-2030,1,2.html

Dni wolne / dni robocze:
http://www.kalendarzswiat.pl/wymiar_czasu_pracy/2015

 

Fot. Zakwitnij!pl Ejdzej & Iric / Flickr; Stefani / Flickr; Stuart Miles / freedigitalphotos.net


Więcej nt. wynagrodzeń tłumaczy:
From mikes to riches? How much money do interpreters make? (o zarobkach członków AIIC)
Budgeting time and costs for professional conference interpreters: who wants to be a millionaire? (wyliczenia podobne do powyższych, dla rynku niemieckiego)
It pays to know where your time goes (ile czasu spędzają na pracy tłumacze konferencyjni „poza kabiną”, czyli na szkoleniach, na pracy administracyjnej itd.)

Clinging on for now (rozważania pewnego tłumacza konferencyjnego nt. zarobków, stawek i dniówek)

 

Autor(ka) Wszystkie posty Strona autora

Leszek Król

Leszek Król

Absolwent germanistyki UW z dwudziestoletnim stażem jako tłumacz
ustny i pisemny. Tłumacz przysięgły języka niemieckiego. Członek Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich. Pracuje głównie na rynku polskim.

komentarzy 11Skomentuj

  • Dziękuję za świetny artykuł. Uśmiałem się „do łez”… Bo tylko płakać…
    Niestety, potwierdzam w 100% prawdziwość wyliczeń. Kokosów na tłumaczeniu nie zarobisz. A tłumaczę pomiędzy dwoma językami – angielskim i rosyjskim, teksty prawne i techniczne (umowy i dokumenty spółek, instrukcje urządzeń do certyfikacji w Instytucie Elektrotechniki, itp.), także medyczne (artykuły, dokumentacja).
    Jeżeli ktoś ma samochód na LPG, to uzyska minimalne oszczędności (gaz jest tańszy, ale przeglądy droższe).
    Proza życia chce ukatrupić moją pasję, ale i tak się nie poddam 🙂
    Życzę powodzenia wszystkim tłumaczom!
    Pozdrawiam,
    Jacek

  • Świetne podsumowanie! Choć po stronie kosztów trzeba by jeszcze dodać wyposażenie miejsca pracy – które przecież pracownik „otrzymuje” od pracodawcy, a my musimy sami się wyposażyć w komputery, oprogramowanie, etc.
    A ten tekst trzeba podsuwać każdemu, kto kiedykolwiek zapyta „dlaczego tak drogo?” 😉
    Pozdrawiam,
    Magda

    • Magda, bardzo słuszna uwaga – bo jesteśmy hybrydą – przedsiębiorcą bez przedsiębiorstwa, którego Urzędy Skarbowe traktują jak wielki biznes, a w rzeczywistości jesteśmy prekariatem, który nawet śmieciówek nie dostaje.

  • Ja oczywiście popieram każdą stawkę, byle wysoką i jestem pod wrażeniem pracy kolegi, ale chyba musimy się zgodzić, że dzienny urobek w postaci 5 stron tłumaczenia to dość leniwy przelicznik. Są teksty, które w pocie czoła tak będziemy tłumaczyć, ale w 90% przypadków mojego 20-letniego doświadczenia wychodzi mi 2 strony na godzinę, czyli 10 stron dziennie to dość spokojny przelicznik. Gwoli statystyki. 🙂 Ale popieram stawkę 72 zł – w całej rozciągłości :).

    • Jeżeli tłumaczysz i od razu oddajesz tekst, to faktycznie. Ale ja wolę po tłumaczeniu zrobić korektę, potem taki tekst odłożyć na jakiś czas i później popatrzeć na niego „świeżym okiem” — zwykle znajdzie się jeszcze jakieś niezręczności stylistyczne, które warto zmienić. W sumie, jeśli doliczyć czas korekty, to 2 str/godz. to absolutne maksimum, ale bardziej realistyczne jest 1,5 str.

  • Powyższe wyliczenia nabrałyby prawdziwych rumieńców po wejściu sugerowanej niedawno przez wiceministra finansów zmiany, polegającej na „ozusowaniu samozatrudnionych”, czyli obciążeniu składkami ZUS całości dochodów osiąganych przez „jednoosobowych działaczy gospodarczych”.

  • Podziwiam zapał do tak szczegółowych wyliczeń i od razu dodam, że jeden z naszych redaktorów odesłał do tego wpisu ze swojego artykułu: http://www.e-tlumacze.net/artykuly/dlaczego-tlumaczenia-sa-drogie i stąd też tutaj trafiłam 😉

    Sama pracuję w specjalistycznej branży i wiem, że niektórym klientom ciężko jest uwierzyć, że za jakość każdej usługi trzeba płacić. Nawet jeśli sami prowadzą biznesy, to uważają, że akurat nasze działania to w większości zautomatyzowana praca, za którą powinno się płacić grosze, że nie musimy inwestować w specjalistyczne oprogramowanie, wynajmować biur, bo wszystko można robić zdalnie. Ale to tak obszerny temat, że sama mogłabym napisać o nim osobny artykuł 🙂

    Odnosząc się do powyższego tekstu, składki ZUS przynajmniej przez 2 pierwsze lata są preferencyjne, więc to nie jest aż tak duży koszt. Z drugiej strony osoba początkująca, która dopiero zacznie pozyskiwać klientów, nawet taki koszt może uznawać za wysoki, bo nie wie, ile złapie zleceń i kiedy uda się jej wyjść na zero.

    Są też koszta, które ponosilibyśmy nawet bez własnej działalności, bo komputer z dostępem do internetu to podstawa w każdym domu, więc i tak by się je opłacało. To samo dotyczy samochodu, chociaż to zależy głównie od tego, z iloma klientami jest potrzeba spotykać się osobiście, a z iloma korespondencja odbywa się telefonicznie lub mailowo. W przypadku pracy w pełni zdalnej, ten koszt można odliczyć. Z kolei księgową albo hosting i domenę można znaleźć zarówno tańsze, jak i droższe, ale z drugiej strony trzeba doliczyć koszta promocji – pozycjonowanie, reklama w Google AdWords, FaceBook Ads itp.

    Co do reszty wyliczeń, nieco przygnębiające :/

  • Gdybym nie podzlecał tłumaczeń, to pracując jedynie dla biur tłumaczeń i wyłącznie własnymi rękami (i to same teksty specjalistyczne: medycyna, farmacja, chemia, biologia) potrzebowałbym około 6 godzin dziennie pracy poświęconej tłumaczeniom pisemnym w parze językowej angielski-polski (bez sobót i niedziel), żeby osiągnąć powyższe dochody. Założenie własnej agencji daje nam większe możliwości, więc każdy ma szansę na wyższe dochody w branży. Jest ciężko, ale nie ma co jękać, kwękać i biadolić, tylko lepiej zamiast zakasywania rękawów trochę pogłówkować. Mawiają, że bogactwo jest miarą zdolności do myślenia. Istnieje też powiedzenie: „Gdyby ciężka praca prowadziła do bogactwa, niewolnicy byliby najbogatszymi ludźmi na świecie”, a tak w istocie nie jest. Reszta wniosków sama się pewnie nasuwa. Podziwiam pracę tłumaczy, bo wiem, ile ona kosztuje potu czoła. Kiedyś siedziałem przed komputerem i po 16 godzin na dobę dzień w dzień, żeby dotrzymać terminów dużych projektów. I co z tego miałem? Po kilku latach kupiłem sobie używane auto od Niemca, przewlekle bolał mnie kręgosłup lędźwiowy i czułem nieustający ból oczny. Teraz od czasu do czasu coś przetłumaczę, lecz jedynie dla przyjemności w spokojnym tempie. Skończyło się zarywanie nocy w ekspresie, by dostać lepszą stawkę. Wreszcie czuję, że żyję i mam też czas na inne sprawy, m. in. sport. Z perspektywy kilkunastu lat w pracy tłumacza podziwiam wszystkich, którzy potrafią sobie jakoś tak zorganizować tę siedzącą, mozolną pracę, by samodzielnie zarobić na siebie, żyć godnie i nie mieć poważnych problemów zdrowotnych. Naprawdę. Jestem też bardzo wdzięczny moim podwykonawcom, że są i dzięki nim mogę normalnie żyć, bo nie muszę już wszystkiego robić sam. Wystarczy zatrudnić ludzi mądrzejszych od siebie w konkretnych dziedzinach, a wtedy da się osiągnąć sukces już nie jako niezależny tłumacz, lecz jako przedsiębiorca, również w branży tłumaczeń.

    • Panie Danielu Korczu! Jako jeden z nielicznych spojrzałeś pan trzeźwo na całą tę branżę. Mi też się kiedyś wydawało, że jako filolog po studiach, do tego rok studiów płatnych od cholery na UW zawojuję świat. Gówno prawda! Pomimo doskonałej znajomości trzech języków i przemożnej chęci spolszczania różnych treści, a bez znajomości w branży byłem pyłkiem, by nie powiedzieć gównem. Trzeba myśleć portfelem, nie sercem, a serce zostawiać sobie dla hobbystycznych tłumaczeń literackich. Bo nawet za 200 lat, o ile bisurmany nie spalą nam bibliotek, wyczyta się, że książkę X przetłumaczył pan YZ, a w ówczesnej wikipedii znajdą, że YZ był bogatym i szczęśliwym człowiekiem…

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.